Jeszcze dziesięć dni temu cieszył się po wygranej Andrzeja Szpilki z Mariuszem Wachem. Właśnie przygotowywał Izu Ugonoha do walki na gali Dariusza Michalczewskiego, która została zaplanowana na 8 grudnia. Teraz nie ma go jednak już wśród nas. Andrzej Gmitruk nie żyje. Miał 67 lat. o:

- Andrzej miał stać w narożniku Izu Ugonoha na gali Darka Michalczewskiego 8 grudnia. Ten ostatni był przecież w reprezentacji Polski, prowadzonej przez Gmitruka pod koniec lat 80. To właśnie w 1988 roku Michalczewski razem z Darkiem Kosedowskim odłączył się w Karslruhe od polskiej ekipy. To było na pół roku przed igrzyskami olimpijskimi w Seulu, na których Gmitruk bardzo liczył na tego zawodnika - mówił Janusz Pindera, dziennikarz i pięściarski ekspert, w rozmowie z Onet Sport.

To właśnie Gmitruk był ostatnim trenerem, który odniósł sukces na igrzyskach. Z Seulu jego zawodnicy przywieźli wówczas cztery medale. Wszystkie w brązowym kolorze, a zdobywali je: Andrzej Gołota w wadze 91 kg, Jan Dydak (67 kg), Henryk Petrich (81 kg) i Janusz Zarenkiewicz (+91 kg). Potem jeszcze w 1995 roku polski boks zanotował sukces, kiedy prowadzona przez Czesława Ptaka kadra wywalczyła dwa medale mistrzostw świata. Na igrzyskach aż do tej pory nie było jednak lepszego wyniku polskiej reprezentacji.

- Andrzej w ogóle bardzo wcześnie zaczynał przygodę z boksem. Już w wieku 26 lat był trenerem warszawskiej Legii, która była wówczas najsilniejszym klubem w Polsce. Sześć lat później został trenerem reprezentacji Polski. On - zdaje się - był w ogóle trenerem podnoszenia ciężarów, ale miał olbrzymi zmysł obserwacyjny i talent w prowadzeniu zawodników. Świetnie czuł boks. Miał zresztą się od kogo uczyć, bo wtedy mieliśmy w polskim boksie znakomitych szkoleniowców. Do tego była bardzo silna liga. Nie było już wprawdzie takich gwiazd, jak kilka lat wcześniej, ale pojawiali się młodzi ludzie jak: Michalczewski, Gołota czy Dydak - wspominał Pindera.

- To był trener, który zarażał swoim optymizmem i wiarą w to, że wszystko jest możliwe. Lata mijały, a on dalej mówił o swoich zawodnikach, że będą mistrzami świata. Był wyznawcą zasady, że każdego pięściarza można pokonać - dodał.

To właśnie Gmitruk doprowadził do zawodowego mistrzostwa świata w wagach półciężkiej i junior ciężkiej Tomasza Adamka.

Przez pewien czas był jednocześnie szkoleniowcem i promotorem-menedżerem w Panix Europe, potem z innymi promotorami organizował gale bokserskie, był cenionym ekspertem i komentatorem telewizyjnym. Najdłużej, bo ponad 40 lat, pracował jako trener. Był też szkoleniowcem w Norwegii. Kiedy stamtąd wrócił, postanowił się zająć boksem zawodowym w Polsce.

- Miał jeszcze wiele planów, które niekoniecznie związane były z boksem. Ostatnio miał naprawdę mnóstwo pracy, bo pracował z: Arturem Szpilką, Maciejem Sulęckim i Izu Ugonohem - dodał Pindera.

O Gmitruku mówiło się, że jest "w czepku urodzony". Szczęścia zabrakło jednak w nocy z 19 na 20 listopada.

- O tym samym pomyślałem, kiedy usłyszałem o okolicznościach śmierci Andrzeja. Zawsze - jak mało kto - spadał na cztery łapy. Nawet w najgorszych sytuacjach. Poważnie chorował przecież na serce, ale wyszedł z tego. Co więcej, ostatnimi czasy ostro trenował. Schudł i świetnie wyglądał - zakończył dziennikarz.

Źródło: Onet

Autor: Tomasz Kalemba