Sekundę przed końcem dziesiątej rundy walki z Erikiem Moliną Tomasz Adamek padł na deski. Wstał, ale sędzia Leszek Jankowiak uznał, że „Góral” nie nadaje się do walki. Do tego momentu były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej wygrywał na punkty. Po pojedynku, jeszcze w ringu, potwierdził, że to koniec jego zawodowej kariery. Później nie rozmawiał z mediami. Nam udzielił pierwszego wywiadu po porażce.

fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Autor: Kamil Wolnicki

KAMIL WOLNICKI: Jak się pan czuje? Bardzo pan przeżył przegraną?

TOMASZ ADAMEK: Co tu przeżywać? Porażki się zdarzają. Przegrałem i tyle, co tu więcej mówić?

To była pana piąta porażka w karierze.

TOMASZ ADAMEK: Najbardziej bolała ta z Witalijem Kliczko, bo wtedy miałem szansę zdobyć upragniony tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, a nie wyszło.

Co zawiodło teraz?

TOMASZ ADAMEK: Jego boks był lepszy i tyle. Wygrywałem na punkty, ale przyjąłem czysty cios i koniec. Sędzia mógł pozwolić mi dalej walczyć, ale widać miał inne zdanie. Nic na to nie poradzę.

Uważa pan, że mógł dalej walczyć?

TOMASZ ADAMEK: Nie byłem jakoś bardzo oszołomiony. Bywałem już w gorszych opałach. Pamiętam pojedynek z Travisem Walkerem. Trafił mnie dużo mocniej, padłem i byłem zraniony, ale walczyłem dalej i wygrałem. W Krakowie sędzia mógł mi pozwolić kontynuować pojedynek, ale podjął inną decyzję. Wiem, że mój adwokat walczy i złożył protest. Zobaczymy, co z tego będzie.

Co ma dać ten protest?

TOMASZ ADAMEK: To się dzieje poza mną, nie wypowiadam się. Mój adwokat, Pat English zna pięściarskie prawo. Ja jestem tylko zawodnikiem.

Gdyby werdykt został zmieniony i walkę uznano za nieważną, to co zmienia dla pana?

TOMASZ ADAMEK: To sprawa adwokata...

Ale ja się pytam co zmieniłoby to dla pana? Chciałby pan wtedy znowu wrócić do ringu?

TOMASZ ADAMEK: Na razie jestem po walce i czekam na opinię adwokata. Jeśli coś się wydarzy, mogę się do tego odnieść.

W ringu powiedział pan, że to koniec kariery.

TOMASZ ADAMEK: Bo straciłem szansę. Jeżeli nie wygrałem, to znaczy, że nie będę walczył z najlepszymi. Bywa tak w sporcie. Chciałem się bić na najwyższym poziomie, a nie tylko po to, aby zarabiać jakieś pieniądze

Rozmawiał pan już z rodziną o przyszłości?

TOMASZ ADAMEK: Zaraz po walce. Pytali mnie czy jestem zdrowy, a jeśli tak, trzeba dziękować Bogu i to wszystko.

Pamiętam pana po porażkach z Kliczko, Wiaczesławem Głazkowem czy Arturem Szpilką. Teraz nie jest pan tak smutny.

TOMASZ ADAMEK: Pogodziłem się z tym, co się stało. Dostałem cios, przegrałem. Byłem trochę zły, że sędzia przerwał pojedynek, ale cóż, trzeba umieć przegrać. Myślę że gdyby pojedynek odbywał się w USA, walczyłbym dalej. W Polsce poszedłem do narożnika. A gdybym przetrwał ten kryzys, wygrałbym pewnie na punkty. Ja nie chcę się z nikim kłócić, zostawiłem to adwokatowi.

Może kilka lat temu po takiej bombie, jaką przyjął pan od Moliny, wyglądałby pan lepiej. Odporność na ciosy też spada.

TOMASZ ADAMEK: To tak nie działa. Kiedy ktoś trafia cię czysto, padasz i nie ma znaczenia czy chodzi o szczękę 20-, 30- czy 40-latka.

Cios Moliny zabolał?

TOMASZ ADAMEK: To był moment. Popełniasz błąd i leżysz. Taka jest waga ciężka. Wcześniej robiłem swoje. Punktowałem, bo taki był plan. Po walce mój trener Roger Bloodworth był smutny, tak jak ja.

Nie bardzo chciał pan rozmawiać z dziennikarzami po walce.

TOMASZ ADAMEK: A o czym miałem gadać? Panowie...

Wygrał pan 50 pojedynków w zawodowej karierze. Zawsze jest o czym rozmawiać.

TOMASZ ADAMEK: Chciałem wygrać po raz 51. Tymczasem sędzia mnie poddał i byłem smutny.

Odcina się pan teraz od boksu i odpocznie?

TOMASZ ADAMEK: Nie ma czasu odpoczywać. Moje córki chodzą do szkoły, starsza Roksana jesienią idzie na studia. Żyję dalej, mam swoje sprawy, nie ma mowy o wczasach.

Kiedy znowu zatęskni pan za ringiem?

TOMASZ ADAMEK: Na razie przyjechałem do domu po długiej przerwie, spędzam czas z rodziną. Zobaczymy, co jeszcze się wydarzy